Dlaczego spotkania z nauczycielami są takie trudne? Dlaczego tak często spotkania z nauczycielem okupione są frustracją? Dlaczego po spotkaniu, najczęściej czujemy, że nic z tego nie wyniknęło?
To tylko kilka pytań, które jak sądzę, pojawiają się w głowach rodziców po spotkaniu z nauczycielem. Myślę sobie, że to nie jedyne co pojawia się w głowie rodzica. Podejrzewam, że jawią się tam o wiele bardziej emocjonalne pytania, stwierdzenia, oceny i wnioski. Dlaczego tak jest? Przecież rodzice, chcą dla dziecka jak najlepiej i zakładamy, że nauczycielowi też na tym właśnie zależy. Tak na szybko ciśnie mi się odpowiedź taka: Ponieważ nauczyciel chcę dobrze z zupełnie innej perspektywy niż rodzic. Tylko czy to jest właściwie jakaś odpowiedź? To przecież takie oczywiste, że mamy różne perspektywy, więc tez mi Ameryka odkryta. Jednak warto spojrzeć na ten aspekt. Perspektywa jest tu dość znacząca. Nie chcę teraz skupiać się na tym, że nauczycielowi zleży na tym, żeby uczeń się nauczył, posiadł umiejętności, potrafił sobie poradzić i wszystko to czego nauczyciel naprawdę bardzo chce dla ucznia. Nie chce też skupiać się teraz na tym jak bardzo rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. To jest oczywiste i nie ma o czym dyskutować. Rzecz w tym, że obie strony chcą tego na swój sposób, na swój dorosły sposób i na swój jedynie słuszny sposób, a przynajmniej tak się wydaje nauczycielowi, który słyszy co mówi rodzic, i rodzicowi, który słyszy co mówi nauczyciel. W tym miejscu mamy pierwszy próg, który jeśli przekroczymy z odpowiednim nastawieniem, mamy szansę na porozumienie, współpracę i sukces. W pierwszej kolejności skupię się na tym co często mówi i nauczyciel i dlaczego to mówi.
Nauczyciel mówi, co widzi. Nauczyciel, ma możliwość obserwowania dziecka w otoczeniu bardzo szerokiej grupy rówieśników. To daje mu ogląd na różnice, na zachowania odbiegające od normy (jakieś normy) i mam możliwość wychwycenia tego co może niepokoić. Dal nauczyciela bardzo ważna jest obserwacja. Kiedy nauczyciel jest pewny swoich spostrzeżeń jego priorytetem jest przekazanie, podzielenie się nimi z rodzicami w celu wdrożenia jak najszybszej interwencji. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nauczyciel już coś wie. Już widzi, że jest obszar do pracy. Z racji swojego doświadczenia, choćby nawet krótkiego, wie, że należy czym prędzej rozpocząć pracę, która ma na celu zaopiekowanie dziecka w danym obszarze i pomóc dziecku funkcjonować w możliwie najkorzystniejszy dla niego sposób.
Rodzic mówi co czuje. Rodzic, często jest zaskoczony, tym co słyszy od nauczyciela. Dla rodzica, dziecko jest jedno, czasem ma rodzeństwo oczywiście, natomiast dzieci w domu nie funkcjonują w dużej grupie „porównawczej”. Rodzic widzi dziecko, takie jakie ono jest, ma swój charakter, swoje przyzwyczajenia, swoje dziwactwa jak każdy inny człowiek. Zna dziecko od urodzenia i przyjmuje, że takie ono jest i już. Przez lata uczyliśmy się razem żyć, nauczymy się, że dziecko cos lubi czegoś nie lubi, na coś reaguje tak a na coś zupełnie inaczej, nauczyliśmy się jakoś reagować na określone zachowania ale i dziecko nauczyło, że gdzieś są granice rodzica i nie należy ich przekraczać.
Co trzeba teraz zrobić, żeby zderzenie tych dwóch poglądów, tych dwóch form funkcjonowania nie doprowadzało do eskalacji konfliktu między szkołą a rodzicami? Nie ma innego wyjścia jak wprowadzenie do komunikacji pewnych zasad, które pomogą zarówno w przekazie informacji jak i ich odbiorze.
W pierwszej kolejności skupiłabym się na wspólnym celu.
Cel nadrzędny jest jeden, obie strony chcą dobrze dla dziecka. To jest niepodważalne, to jest pewne i to jest podstawą. To szalenie ważne, aby obie strony na samym szczycie głowy miały ten właśnie cel. Zarówno szkoła jak i rodzic, chce dla dziecka jak najlepiej. Wyobrażam sobie czasem, że wszyscy powinni przychodzić na takie rozmowy z taka kartką przed oczami – na której jest właśnie to napisane. Najważniejsze jest dobro dziecka. Jeśli obie strony będą miały to cały czas w nawiasie podczas rozmowy, jest szansa, że przebiegnie ona chociaż w części w taki sposób, żeby tworzyć a nie dzielić. Rodzicom chciałabym tu zwrócić uwagę na jedną rzecz. Być może odbieracie negatywnie to co nauczyciel mówi, ponieważ wypowiada się merytorycznie, używając pewnych sformułowań, które brzmią oschle, urzędowo, podręcznikowo. Można odebrać to wówczas dość bezosobowo i nie wyczuć troski o konkretne dziecko. Myślę sobie że może to być przyczyna dość negatywnego odbierania przez rodziców, tego co słyszą od nauczyciela.
Kolejną zasadą, którą należy przyjąć i wprowadzić do komunikacji ze szkołą, jest spokój. Oczywiście wiem, że łatwo powiedzieć. Może i łatwo, ale naprawdę warto to przepracować i wprowadzić jako regułę do rozmów i to nie tylko w sytuacjach konfliktowych. Spokój to szerokie pojęcie, natomiast mi chodzi o stonowanie, wyciszenie emocji, i pozbycie się nastawienia przed rozmową. Bardzo często już sam mail ze szkoły z prośbą o spotkanie, wywołuje w nas nerwy. Wiemy przecież, że nie wołają nas, żeby spędzić godzinę na rozmowie o tym jak jest wspaniale i cudownie. Tu na początek odwołam się do zasady pierwszej, która w tym przypadku może bardzo pomóc. Pamiętajmy, że skoro szkoła wzywa, to znaczy, że chce reagować, chce pracować, chce dobrze dla dziecka. Jeśli zaczniemy od takiego myślenia, będzie nam dużo łatwiej wyciszyć negatywne emocje. Jest to potrzebne, ponieważ jeśli idziemy na spotkanie w zdenerwowaniu, nastawieni negatywnie, lub zwyczajnie gotowi na odparcie ataku, jest duża szansa, że z tej rozmowy nic dobrego nie wyniknie. Emocje naprawdę rzadko są dobrym doradcą. Jest też prawdopodobne, że we wzburzeniu powiemy nie do końca to co chcemy tak naprawdę przekazać, lub zwyczajnie zablokujemy się, zamkniemy i jedynie będziemy słuchać a to też nic dobrego nie wzniesie do sprawy.
Trzecią zasadą, którą chciałabym w dzisiejszym wpisie poruszyć to, to co chcemy osiągnąć tą rozmową. Jaki mamy cel na dziś, na to spotkanie, z czym chcemy z niego wyjść? To bardzo ważny element rozmowy z nauczycielem, dyrektorem, szkołą. Dzięki wprowadzeniu takiej zasady do rozmów, szczególnie kiedy jest to sytuacja konfliktowa, lub po prostu związania trudna sytuacją dziecka w szkole, możemy poprowadzić ją w taki sposób żeby zakończyć jakimś postanowieniem, jakimś działaniem, jakimś planem na najbliższy czas. Przede wszystkim jest to budujące, ponieważ odbiera obawę, że rozmowa była kompletnie zbędna, niczego do życia nie wniosła, i że był to zmarnowany czas. Warto przed rozmową przygotować się w tym zakresie. Może to być coś małego, a może to być plan działania bardzo konkretny. Oczywiście wiele zależy od tego jaki to etap rozmów i problemów. Bez względu jednak na to, warto rozpocząć spotkanie z potencjalnym celem po jego zakończeniu. Bardzo ważne jest aby cel ten był określony w taki sposób, żeby można się było do tego odwołać pod koniec spotkania. Taka zasada wprowadza nie tylko porządek do rozmowy, ale również poczucie sprawczości. Daje świadomość, że spotkanie ma sens, że jesteśmy jego moderatorami, prezentujemy postawę przygotowaną, skupioną na pomocy dziecku. Dodatkowo nas samych to motywuje i buduje nie tylko rozmowę ale współpracę.
Nina Malinowska